Blog > Komentarze do wpisu

Twój Vincent

Czy kiedykolwiek mieliście do czynienia z Vincentem van Goghem? Słynny holenderski malarz, który za życia sprzedał tylko jeden obraz, popełnił samobójstwo. Dlaczego tak się stało? To będzie próbował ustalić człowiek, który nie chciał, ale musiał wykonać zadanie. Armand Roulin jest synem naczelnika poczty, chociaż sam chciałby być kowalem. Ojciec, który przyjaźnił się z van Goghem, rok po jego śmierci znajduje ostatni list napisany do brata artysty, Theo. Gdy dociera do Paryża, do osoby sprzedającej artyście narzędzia do pracy, okazuje się, że Theo nie żyje. Adres do wdowy posiada lekarz van Gogha. Armand, chcąc nie chcąc, wyrusza szlakiem ostatnich dni malarza i powoli zaczyna odtwarzać ostatnie dni.

Historia jak z kryminału? Po części film duet Welchman/Kobiela jest ubranym w animację kryminałem, który zachwyca od pierwszego do ostatniego kadru. Śledztwo jest poprowadzone w sposób klasyczny, czyli rozmowy bohatera z postaciami (sprzedawca olejów, szefowa knajpy, wioślarz, w końcu lekarz) przeplatana czarno-białymi retrospekcjami, z których zaczyna się wyłaniać obraz van Gogha. I próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego szczęśliwy człowiek, już po wyjściu z ośrodka dla obłąkanych po 6 tygodniach popełnia samobójstwo? Bo był szaleńcem? A może to był wypadek? A może… morderstwo? Twórcy bardzo zgrabnie mieszają tropy, prowadzą w maliny, w paru wypadkach wyrabiając zdanie o postaciach, które się jeszcze nie pojawiły. A jednocześnie jest to bardzo przekonujący portret samego van Gogha – człowieka nie do końca pewnego siebie, wycofanego, skupionego na swojej pracy, a także szukającego szczęścia oraz (może nie wprost) pieniędzy, by móc samodzielnie egzystować. Ciekawe, jakie wnioski z tej podróży wyciągnie Roulin – to odkryjecie sami w kinie. Tak samo jak wyjaśnienie całej intrygi.

A nie wspomniałem o najważniejszym – przepięknej stronie plastycznej. Twórcy postanowili całość ubrać w ten sposób, by wyglądała jak ożywione obrazy samego van Gogha. Stąd cała masa takich białych kresek na wszystkim: twarzach, scenografii, przedmiotach. I nie jest to animacja komputerowa, tylko prawdziwa, ręcznie wykonana robota. To wszystko żyje i oddycha, nawet deszcz jest bardzo efektowny, nie mówiąc o nocy, gdzie gwiazdy biją klaskiem. Tego moje skromne słowa nie są w stanie oddać, także tego jak znakomita jest muzyka Clinta Mansella.

Postacie intrygują, polski dubbing jest na dobrym poziomie, bez poważniejszych zgrzytów (najbardziej błyszczy Robert Więckiewicz jako dr Gachet oraz Zofia Wichłacz w roli jego córki, solidnie poradził sobie Józef Pawłowicz jako nasz protagonista, a poza tym usłyszymy m.in. Jerzego i Macieja Stuhrów, Danutę Stenkę, Roberta Guralczyka czy Włodzimierza Matuszaka), a całość jest idealną kombinacją oryginalnej formy z wciągającą opowieścią w niemal kryminalnym stylu.

Jednocześnie jest to pełen emocji i pasji hołd złożony jednemu z największych malarzy wszech czasów, co jest bardzo rzadką kombinacją dzisiaj. Dla mnie jest to kino totalne, gdzie wszystkie klocki pasują do siebie idealnie, bez żadnej zbędnej sceny, dialogu, postaci. Dla takich filmów ludzie idą do kin.

10/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

środa, 11 października 2017, radkino
Tagi: animacja

Polecane wpisy

ministat liczniki.org
zBLOGowani.pl
Mediakrytyk.pl