Blog > Komentarze do wpisu

Kryptonim HHhH

Pamiętacie taki film „Operacja Anthropoid”? Wydawałoby się, że już wszystko opowiedziano o zamachu na Reinharda Heydricha – protektora Czech i Moraw. Fanatyczny wyznawca nazizmu, wcześniej oficer marynarki wojennej wydalony za romans. Tym razem tą historię postanowili opowiedzieć spece z Hollywood, więc należało spodziewać się najgorszego.

hhhh1

Cedric Jimenez postanowił cała historię opowieść dwutorowo. Pierwsza część to historia Heydricha, z kolei druga część to przygotowanie do zamachu z perspektywy zamachowców. Sam pomysł na ten sposób opowieści wydawał się fantastyczny, gdzie rozbicie perspektywy dawało spory potencjał na wciągającą opowieść. Niestety, wszystko jest zrobione tutaj bardzo płytko. Historia Heydricha jest zbiorem przypadkowo rzuconych scenek, które (na siłę) można jakoś powiązać w pewną całość. Mamy wyrzucenie z marynarki i sąd wojskowy, by po paru minutach przenieść się na farmę Himmlera, który proponuje Heydrichowi kierowanie nową komórką wywiadowczą. A następna scena to likwidacja komórki komunistycznej, szantaż na generale, wreszcie atak na Polskę. Skaczemy z wątków na wątek niczym z kwiatka na kwiatek, a najciekawsze (czyli prywatne życie Heydricha oraz jego drogi ku ideologii) zostaje tylko liźnięte. Na szczęście Heydrich nie jest traktowany jako komiksowy, przerysowany czarny charakter, ale brakuje jakiegoś głębszego portretu psychologicznego.

hhhh1

Taki sam mam problem ze scenami przygotowań do zamachu. Po pierwsze dlatego, że widziałem wspomnianą wcześniej „Operację Anthropoid”, skupioną tylko na tym wątku (świetnie poprowadzony i trzymający w napięciu). Sprawiło to, że ten wątek wydawał mi się bardzo skrótowy, a zamachowców (Kubis i Gabcik) też potraktowano tylko jako papierowy schemat – młodzi patrioci, ale też normalni chłopcy z marzeniami. Scena zamachu i tuż po nie potrafiły mnie już utrzymać w napięciu.

hhhh1

Sytuację (poza naprawdę ładnymi zdjęciami oraz sugestywną muzyką) próbują ratować aktorzy. I dobrze wywiązują się ze swoich zadań. Pochwalić trzeba przede wszystkim Jasona Clarke’a w roli Heydricha, czyli mieszanka opanowana i czułości z bezwzględnym posłuszeństwem wobec ideologii. Co czasem doprowadza do krótkiego spięcia z żona (solidna Rosamond Pike), ale to zostaje tylko w jednej scenie. Reszta aktorów po prostu jest, chociaż może Mia Wasikowska jako ukrywająca jednego z zamachowców kobieta oraz kompletnie zaskakujący Stephen Graham w roli Himmlera zapadają w pamięć

hhhh1

Wszystko tutaj wydaje się takie mechaniczne, pozbawione emocji i zaangażowania. Przez co „Kryptonim HHhH” jest kompletnie nieangażujący, nudny oraz nieciekawy. Kolejny przykład zmarnowanego potencjału świetnego tematu.

5/10 

Radosław Ostrowski

sobota, 11 listopada 2017, radkino

Polecane wpisy

ministat liczniki.org
zBLOGowani.pl
Mediakrytyk.pl