Blog > Komentarze do wpisu

Czerwona jaskółka

Czym są Jaskółki? To szkolone przez wywiad kobiety, mające za zadanie zdobyć informacje za pomocą uwodzenia oraz manipulowania mężczyznami. Przygotowywane są w specjalnych szkołach wywiadów nazywanych Szkołami Jaskółek i Kruków, znajdujących się na terenie każdego kraju. Do tej szkoły w Rosji trafia Dominika Jegorowa – młoda baletnica, siostrzenica zastępcy szefa rosyjskiego wywiadu. Jej kariera tancerki zostaje przerwana z powodu wypadku, więc wujek werbuje ją. Jej zadaniem miało być sprawdzenie pewnego ważnego polityka, jednak jest to pułapka. Dominika nie ma wyjścia i musi podjąć współpracę z wywiadem, a jej zadaniem jest wyciągniecie informacji o krecie pracującym dla Amerykanów z ręki Nate’a Nasha – oficera CIA.

czerwona_jaskolka1

Kino szpiegowskie może mieć bardzo różne oblicza: od dynamicznych akcyjniaków pokroju Jamesa Bonda czy Jasona Bourne’a poprzez bardziej psychologiczne dramaty i powolniejszą narrację w stylu Johna le Carre. Wydaje się, że w tym kierunku próbowała pójść „Czerwona jaskółka” – adaptacja bestsellerowego debiutu byłego agenta CIA, Jasona Matthewsa. Jest to bardzo powolna historia kobiety, której losy przestają być od niej zależne, a sama intryga jest pełna klasycznych „szpiegowskich” sztuczek: podchody, brak zaufania, wodzenie za nos wszystkich oraz ciągła gra. Jednocześnie przenosimy się z miejsca na miejsce (Moskwa, Wiedeń, Budapeszt, Londyn), próbując nadgonić za całością. Dla mnie najciekawsze i największe wrażenie robiły sceny związane ze szkoleniem. Tutaj reżyser pokazuje jak bardzo system zmusza do współpracy za pomocą upodlenia, szantażu oraz złamania charakteru. Tylko, że im dalej w las, tym bardziej to wszystko wydaje się naciągane.

czerwona_jaskolka2

Sama intryga nie tylko toczy się dość powoli, ale zwyczajnie zaczyna przynudzać. Brakuje tutaj suspensu, bo pojawia się on bardzo krótko. Czy to w scenie wymiany z asystentką senatora USA, czy podczas brutalnych przesłuchań, czuć zagrożenie oraz niepokój. Jednak reżyser Francis Lawrence kompletnie zaczyna się gubić. Mamy tu zbyt wiele scen zbędnych jak te z matką Dominiki (rozumiem, że to miało pokazać motywację, ale pojawiają się za często), relacja między naszą agentką a Nashem przebiega zbyt szybko, zaś samo starcie między USA (strażnikami wolności i tak prawymi ludźmi, że nawet agenci nie brudzą sobie rączek) a Rosją (grającą ostro, brutalnie i bezwzględnie) wygląda tak naiwnie, że aż trudno w to uwierzyć. Za mało jest tutaj odcieni szarości, jak na film szpiegowski, a za mało napięcia i akcji.

czerwona_jaskolka3

A jak sobie radzą tutaj aktorzy? Robią, co mogą i nawet dają sobie radę, jednak brakuje tutaj odcieni szarości. Wyjątkiem jest tutaj Jennifer Lawrence, która dość przekonująco pokazuje kobietę lawirującej między służbą i byciem „niewolnicą” wywiadu, a próbą osiągnięcia częściowej kontroli nad samą sobą. Nieźle sobie też radzi Joel Edgerton (Nash), jednak nie byłem w stanie uwierzyć w tą relację (poza dość niejednoznacznym początkiem) w dalszym przebiegu wydarzeń. Dla mnie film kradnie Matthias Schoenaerts jako Wania Jegorow, wyglądający niczym klon Władimira Putina, który jest bardzo śliski, mimo pozorów dobroci. To bardzo diaboliczna postać, dodająca pewnego kolorytu, tak jak bardzo chłodna Charlotte Rampling (dyrektorka szkoły Jaskółek).

„Czerwona jaskółka” to bardzo pokraczny film, próbujący złapać kilka srok za ogon. Niby pokazuje kolejny etap wywiadowczych rozgrywek między USA a Rosją oraz ich bezwzględność, jednak brakuje tutaj napięcia, zaangażowania oraz emocji. Dlaczego tego filmu nie zrobił David Fincher? To pozostanie największą tajemnicą.

5,5/10

Radosław Ostrowski

niedziela, 08 lipca 2018, radkino
Tagi: thriller

Polecane wpisy

ministat liczniki.org
zBLOGowani.pl
Mediakrytyk.pl