Blog > Komentarze do wpisu

Wilcza skóra

Gdzieś w górach Hiszpanii żyje Martinon – myśliwy, który utrzymuje się z tego, co upoluje. Za zrobione skóry kupuje sobie odpowiednie artykuły. Ale po stracie swojego psa, coraz bardziej doskwiera mu samotność. Wreszcie decyduje się „kupić” sobie żonę od młynarza Ubaldo – jego starszą córkę Pascualę. Ta jednak nie wytrzymuje surowych warunków i umiera, więc myśliwy żąda zwrotu pieniędzy. Młynarz jednak proponuje mu za żonę młodszą córkę, Adelę.

wilcza_skora1

Kolejny film Netflixa, ale tym razem z hiszpańskiego otoczenia. Dzieło Sama Fuentesa jest bardzo wyciszonym, wręcz surowym dramatem, gdzie niemal cała akcja toczy się w otoczeniu bezwzględnej naturze. Akcja toczy się tutaj bardzo powoli, dialogów jest praktycznie niewiele, a wszystko jest zdominowane przez imponującą przyrodę – las i góry ze śniegiem oraz domostwo myśliwego. Sama historia jest bardzo prosta, bo mamy mężczyznę zderzonego z przyrodą, troszkę zachowującego się niczym zwierzę, a także wejście w ten świat kobiety. Najpierw schorowanej, ciężarnej Pascuali oraz młodszej Adeli, nie chcącej się w żaden sposób podporządkować się swojemu obecnemu mężowi. Wszystko to jednak pokazane jest w gestach, spojrzeniach oraz działaniach, a nie w oszczędnych dialogach. I ta surowość dla wielu może okazać się bardzo ciężką barierą do przeskoczenia, zmuszając do większego skupienia w trakcie seansu.

wilcza_skora2

Trudno jednak cokolwiek zarzucić realizacji, bo film potrafi zrobić imponujące wrażenie. Nie tylko scenami przyrodniczymi (że się tak wyrażę), ale też montażem równoległym, bardzo nastrojowej muzyce oraz bardzo spokojnej reżyserii. Może za spokojnej, bo „Wilcza skóra” nie zawsze potrafi zaangażować i bardzo wolne tempo działa czasem wręcz usypiająco.

wilcza_skora3

Sytuację częściowo ratują aktorzy – kompletnie nieznane twarze, którzy budują swoje postacie jedynie za pomocą gestów, spojrzeń. Ale udaje się wykreować postacie z krwi i kości, co na pewno nie było prostym zadaniem. Najbardziej wybija się Mario Casas, czyli nasz myśliwy, coraz bardziej przyzwyczajony do surowych warunków. Może i na pierwszym razem sprawia wrażenie szorstkiego, a głos ma bardzo spokojny, jednak to bardzo twardy mężczyzna, nie pozbawiony jednak ludzkich odruchów. Partnerujące mu panie (Ruth Diaz i Irene Escolar) dopełniają, tworząc różne oblicza kobiecości: podporządkowanej oraz zbuntowanej.

Zaskakująco solidne kino, chociaż wymaga bardzo wiele, zaś surowość bywa wadą, jak i zaletą. Ale jest w „Wilczej skórze” coś, co nie pozwoliło mi odwrócić oczu od seansu. Może też dacie szansę hiszpańskiemu tytułowi.

6,5/10 

Radosław Ostrowski

niedziela, 14 października 2018, radkino
Tagi: dramat

Polecane wpisy

Komentarze
cyfrowyja
2018/10/16 21:21:27
gdzie to obejrzeć?
-
2018/10/17 23:29:39
Na Netflixie.
ministat liczniki.org
zBLOGowani.pl
Mediakrytyk.pl