Blog > Komentarze do wpisu

Key Largo

Frank McCourt wydaje się być zwykłym, szarym człowiekiem, który przyjechał do tytułowego Key Largo na Florydzie. Tam znajduje się hotel, gdzie pracuje rodzina jednego z jego podwładnych podczas wojny, który już nie wrócił do domu.  Na miejscu sytuacja jest dość dziwaczna – hotel wydaje się być zamknięty, ale w środku przebywa kilku gości, dodatkowo noszą spluwy i w ogóle są dość nieprzyjemni. Okazuje się, że szefem tej zgrai jest wygnany z kraju gangster – Johnny Rocco. Jakby tego było mało komplikacji, do miasta zbliża się huragan.

key_largo1

John Huston wraca do kina noir, ale tym razem troszkę inaczej rozkłada akcenty. Mamy bohatera z mroczną przeszłością, nieprzyjemnych gangsterów oraz bardzo ograniczoną przestrzeń. Samo to wywołuje pewien niepokój oraz stan zagrożenia, gdzie każde wypowiedziane słowo może stać się zapalnikiem do tragedii. Dialogi są mocne i pokazują zderzenie dwóch światów: siły, pieniądza, wpływów (zła) oraz zasad, uczciwości. Ta konfrontacja tylko pozornie wydaje się łatwa do przewidzenia, ale pewne okoliczności doprowadzają do roszad. Niepewność jest budowana przez reżysera bardzo delikatnymi środkami, głównie za pomocą zbliżeń oraz montażowymi cięciami, co w połączeniu z zamkniętą przestrzenią tworzy niepokojący klimat. Jeśli dodamy do tego jeszcze świetne efekty dźwiękowe (coraz bardziej nasilający się huragan) oraz bardzo powolne odkrywanie kolejny elementów układanki, „Key Largo” będzie w stanie zaangażować nas na dłużej.

key_largo2

Ale jednocześnie pokazuje pewne drobne szczegóły, powoli zmieniające spojrzenie na ten gatunek. Nie ma tutaj dużego miasta czy klasycznej femme fatale, jest za to dość cyniczne spojrzenie na świat. Tutaj – jak w westernie – wygrywa zawsze ten, co ma więcej sprytu, chociaż swoje robi ten w wielu momentach strach, zgotowany przez wojenną przeszłość, poczucie bezradności oraz manipulacje dokonywane przez bezwzględnego gangstera. Swoje robi też delikatnie zarysowane tło, czyli relacja właściciela hotelu z rdzennymi mieszkańcami Ameryki czy postać dawnej kochanki mafioza z wielkim talentem wokalnym, częściej jednak zaglądającej do kieliszka. Być może dla wielu samo zawiązanie intrygi może wydawać się zaplątane, zaś dialogi bywają zbyt ekspozycyjne (na szczęście niezbyt często), jednak nie wywołują one aż tak wielkich zgrzytów, jak by się można było spodziewać.

key_largo3

Poza dialogami, klimatem oraz zgrabnym scenariuszem najbardziej błyszczy tutaj aktorstwo. Huston znów podjął współpracę z Humphreyem Bogartem, który tutaj sprawia wrażenie trochę bardziej zmęczonego oraz mniej twardego niż zwykle. Jego Frank to postać zdecydowanie naznaczona przeszłością, przez co bardziej cyniczna, wręcz obojętna wobec świata (pozornie, bo czyny mówią coś zupełnie innego). To zderzenie potrafi zaskoczyć. Ale absolutnie tutaj błyszczy Edward G. Robinson w roli bezwzględnego gangstera Rocco, który zachowaniem troszkę przypomina Ala Capone z „Nietykalnych” De Plamy. Zapatrzony w siebie pyszałek, który jest bardzo pewny i przekonany o swojej potędze, żyjący troszkę cieniem dawnej sławy. Niemniej magnetyzuje charyzmą, bezwzględnym dążeniem do celu oraz sprytem. Po środku tej gry są świetny Lionel Barrymore (pan Temple), niezawodna oraz czarująca Lauren Bacall (Nora Temple), a także bardzo przygnębiająca postać Gaye Down (nagrodzona Oscarem Claire Trevor), wiarygodnie prezentująca stan uzależnienia alkoholowego.

„Key Largo” może i wygląda teatralnie, ale realizacja jest jak najbardziej filmowa. Sama intryga początkowo może wydawać się dość ospała, jednak z czasem nabiera rozpędu, zaś napięcie Huston potrafi wyegzekwować do samego finału. Trzyma fason, co zaskakuje.

7,5/10 

Radosław Ostrowski


niedziela, 06 stycznia 2019, radkino

Polecane wpisy

ministat liczniki.org
zBLOGowani.pl
Mediakrytyk.pl